środa, 31 grudnia 2014

Sylwestrowa przekąska z soczewicą i suszonymi pomidorami

Jako że w tym roku spędzamy Sylwestra z dwójką, potrzebna była szybka, fajna przekąska dla najstarszej trójki domowników.

Oto moja propozycja.

Prostokąty z ciasta francuskiego z farszem z soczewicy czerwonej i suszonych pomidorów

Szklanka soczewicy czerwonej
pół szklanki suszonych pomidorów

nieduża cebulka

ząbek czosnku
sól, pieprz, papryka ostra

ok. 1,5-2 opakowania ciasta francuskiego (miałam akurat te większe opakowanie XL, więc użyłam 1,5-resztę zrobiłam na słodko)

Soczewicę gotujemy do miękkości, odcedzamy pozostałą wodę- porządnie odcisnąć na sitku. Suszone pomidory kroję na drobne kawałeczki i dodaję do soczewicy. Cebulkę szklimy na odrobinie oleju i również dodajemy do soczewicy. Doprawiamy sprasowanym czosnkiem, odrobiną soli, pieprzu i papryki. Mieszamy dokładnie.

Ciasto francuskie kroimy na kwadraty, do środka nakładamy łyżkę farszu, składamy na pół i dokładnie sklejamy brzegi.



Pieczemy około 15 minut w 190 stopniach. 

Wszystkiego Wspaniałego w Nowym Roku!
Wpadajcie częściej! :)

Pozdrawiamy całą czwórką :D

 

środa, 24 grudnia 2014

Tofu "po grecku"

Wege święta to nic trudnego. A wręcz coś wspaniałego, bo odkrywamy mnóstwo możliwości kulinarnych, nowych smaków, ale przy tym tak bliskich tradycji.
Wiecie za co uwielbiam kuchnię wegetariańską? Właśnie za tą otwartość na nowości, eksperymenty i
tym samym  łączenie  tradycyjnych produktów w niezwykłe smaki.


Postanowiłam, że się "zepnę" i wrzucę dziś ten przepis. A może ktoś jeszcze się odważy... .:)

Ryba po grecku to jedna z ulubionych wigilijnych potraw wielu ludzi. Można nie rezygnować z własnego smaku, a przy tym nie zabijać ryb. Proponuję taką wersję tej potrawy: z tofu. Zamiast tofu można też użyć gotowych kotletów sojowych ala schabowe, ale z tofu smakuje mi bardziej.


Potrawka:
5 marchewek lub 3 bardzo duże
2 nieduże pietruszki
1 seler
2 cebulki (nieduże)
kawałek pora ok. 5 cm
liście laurowe
sól, pieprz
koncentrat pomidorowy
olej (ja użyłam oleju z pestek winogron)

Marchew, pietruszkę i selera obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach (lub tak jak ja w blenderze z odpowiednią tarczą siekającą). Cebulki siekam drobno i podsmażamy na oleju na patelni razem z pokrojonym porem. Gdy cebulka się zeszkli, dokładamy starte warzywa i podlewamy wodą (ok. 3 szklanek na taką ilość). Dodajemy też liście laurowe- sztuk 3. Dusimy wszystko pod przykryciem na niedużym ogniu, od czasu do czasu mieszamy. Dusimy aż warzywa będą miękkie. Na koniec dodajemy koncentrat pomidorowy-ok. 5-6 łyżek i dokładnie mieszamy oraz przyprawiamy solą i pieprzem. Chwilę jeszcze trzymamy na ogniu.

Tofu  ala"ryba"
2 opakowania tofu naturalnego
naturalna przyprawa do ryb (w składzie: sól, czosnek,  natka pietruszki, gorczyca, imbir, tymianek, cebula)
sos sojowy
mąka pełnoziarnista
olej do smażenia (u nas jak wyżej)

Tofu odsączam i kroję na kawałki, o takie:
Mam tutaj dwa rodzaje tofu tej samej firmy polsoja. To bardziej porowate nazwane jest bio. Ciekawe czym różni się produkcja?


W głębokim talerzu łączę sos sojowy z łyżką przyprawy. W drugim talerzu łączę mąkę (ok. pół szklanki) z kilkoma łyżkami przyprawy (dodałam przyprawy tak na oko- tak, że w opakowaniu została 1-2 łyżki na dnie).
Każdy kawałek tofu najpierw nasączamy z dwóch stron sosem sojowym z przyprawą a następnie obtaczamy w mące. Podsmażamy w niedużej ilości oleju, z dwóch stron, aż panierka ładnie zbrązowieje. 




Potrawkę i podsmażone tofu układałam warstwami w dużej misce. Dobrze jest zostawić w lodówce na całą noc, aby się przegryzło.



Kochani spokojnych tych Świąt przede wszystkim. My w rodzinie potrzebujemy odpoczynku w te święta, i na to właśnie liczymy. Pozdrawiam!

sobota, 20 grudnia 2014

Zakupy, nie tylko przedświąteczne

Lubicie zakupy? Ja przyznaję całkiem szczerze, że niezbyt. A szczególnie te przedświąteczne, w towarzystwie tłumów, nieszczególnie mnie cieszą. 


Skorzystałam ostatnio z darmowej dostawy w nowym internetowym sklepie sun.sklep.pl. Dodatkowo, po zarejestrowaniu się, otrzymujemy 10% zniżki na pierwsze zakupy, a przy subskrypcji newslettera dodatkowe zniżki na kolejne zakupy. Sklep również wspiera fundację VIVA! przekazując 5% na ich akcje.
Warto skorzystać, polecam.
Oto moje zakupy:
Z takich ciekawszych rzeczy, które zakupiłam to:

1. Chrupki jaglane i chrupki ryżowe-  w standardowym sklepie widziałam jedynie kukurydziane. Skład chrupek jaglanych: mąka kukurydziana, mąka jaglana.

2. Makarony: makaron amarantusowy nitki
Makaron amarantusowy mix- fajny skład: mąka pszenna, mąka amarantusowa, szpinak, papryka, kurkuma


3.Olej kokosowy Coco Farm; w fajnej cenie był! Oleju kokosowego używamy w kuchni, ale również jako kosmetyk do masażu (maluszka w szczególności), a także jako ochrona twarzy przed zimnem i wiatrem.
       Uwaga! Jeszcze przed świętami małe rozdanie na fanpage'u Wegebobo; do zdobycia taki właśnie oto olej! Obserwujcie!

4. Ziarno amarantusa- mielę w młynku i używam w pieczeniu ciast, robieniu placków, naleśników zastępując nim część mąki (generalnie możemy nim zastąpić 10% potrzebnej mąki)

5. Czubryca czerwona- mieszanka przypraw na bazie cząbru górskiego, nadaje fajny smak potrawom.

6. Wino bez alkoholu. Coś dla matki karmiącej! Wino poddane pełnej dealkoholizacji, zachowując tym samym wszystkie aromaty i smak. Wypróbuję w święta :)


7.Soda oczyszczona 1 kg, używamy zarówno w kuchni przy wypiekach, ale w szczególności jako środek czystości. Szkoda, że w sklepie nie można zakupić również kwasku cytrynowego na kilogramy.

7.Książka "Mamo, tato- dlaczego nie jemy zwierząt"- o niej więcej wkrótce


8. Kalendarz charytatywny Fundacji Viva! Kupujemy co roku, cudowne zdjęcia zwierząt. Polecam!



A jeżeli już musimy to zakupy robimy jeszcze tak :)

Spokojnych przygotowań w miłej atmosferze, pamiętajmy co jest w tym wszystkim najważniejsze! :)

p.s.1 To nie jest promocja sklepu, chcę się z Wami podzielić ciekawymi zakupami po prostu, a że sklep przy okazji fajny, to polecam. :)

p.s.2 Nadal poszukuję sklepu, w którym znajdę zarówno szeroką gamę produktów spożywczych jak i naturalną "chemię" i kosmetyki. Polecacie jakiś sklep?

sobota, 6 grudnia 2014

Super proste ciasteczka kukurydziano-owsiane

Zdrowe ciasteczka to taka fajna przekąska, gdy nachodzi nas ochota na coś słodkiego.
Ostatnio przygotowaliśmy takie oto proste ciacha, które zniknęły bardzo szybko:

100g mąki kukurydzianej
100g płatków owsianych górskich
4 łyżki wiórek kokosowych
3 łyżki oleju kokosowego
3 łyżki oleju roślinnego (ja użyłam rzepakowego nierafinowanego)
3 łyżki cukru trzcinowego brązowego
150 ml mleka roślinnego


Płatki owsiane mielimy w młynku na proszek i łączymy z mąką kukurydzianą. Dodajemy wiórki i cukier oraz dolewamy mleko, dodajemy tłuszcze i łączymy wszystko razem- zagniatamy masę.
Ciasto rozwałkowujemy na ok. 1 cm i wycinamy foremkami różne kształty. Pieczemy w 170 stopniach ok.12-15 minut (obserwujemy ciacha, bo w różnych piekarnikach czas może się różnić). 


Miłego dnia! :)

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Mus dyniowo-pomarańczowy

Wpis przygotowałam już jakiś czas temu. Mam nadzieję, że troszkę dyni pochowaliście w spiżarniach :)

Dynia- znowu! Ale jej chyba nigdy dosyć. Dynie dostałam od mamy z ogródka i była taka soczysta i pyszna, że można by ją jeść kawałkami. Część użyłam do musu dyniowo-pomarańczowego.

1200 g wydrążonej, ale nie obranej dyni
2 słodkie pomarańcze
4 płaskie łyżeczki agaru

opcjonalnie: w zależność od słodkości dyni i pomarańczy coś do dosłodzenia, u mnie nie było takiej potrzeby

Pokrojoną na kawałki dynię wrzucam na blaszkę do nagrzanego do 200 stopni piekarnika i pieczemy ok. 20 min. Po wyciągnięciu obieram ze skórki, kroję na mniejsze kawałeczki i wrzucam do garnuszka. Dodaję obrane, pokrojone pomarańcze. Gotujemy razem na niedużym ogniu około 10 minut, mieszamy od czasu do czasu. Po ściągnięciu z ognia miksujemy blenderem ręcznym, odkładamy pół kubka musu i rozprowadzamy w nim agar. Dodajemy do reszty i chwilkę razem podgrzewamy aż zabulgocze. Odstawiamy do ostygnięcia. 
Taka ilość agaru nie sprawi, że mus się zetnie na galaretkę, ale po ostygnięciu będzie miał fajną konsystencję.

Połączenie dyni i pomarańczy pycha. Mus można wykorzystać do kanapek, naleśników, a my zrobiliśmy z nim placek.



Na najprostszym cieście kruchym.


450 g mąki (pszennej 250g /pszennej pełnoziarnistej 100g/ gryczanej 100g)
100g masła- rozpuszczamy w rondelku
100 ml oleju roślinnego
 mleko roślinnego (lekko słodzonego)

Łączymy mąki, dodajemy tłuszcze i dokładnie mieszamy. Następnie dolewamy powolutku mleka roślinnego tak, aby uzyskać połączone ciasto- ja dolałam łącznie ok. 150 ml mleka. Zagniatamy ciasto. Dzielimy na dwie części- jedną trochę większą niż połowa.
Większą część rozwałkowujemy na wielkość formy do tarty, wykładamy dno. Nakłuwamy widelcem, następnie wkladamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy 10 min. Po wyciągnięciu nakładamy mus dyniowo-pomarańczowy i rozprowadzamy na powierzchni. Na wierzchu układamy drugą część rozwałkowanego ciasta np. w formie pokrojonych pasków.
Pieczemy w 180 stopniach ok. 20 minut.


Tak dla inspiracji jeszcze.

3/4 tego co zostało z musu użyłam za kilka dni do placków dyniowo-karobowych pieczonych w piekarniku:


Przepis całkiem na oko: mus plus około szklanka startej na tarce dyni, zmielone płatki owsiane, trochę mąki pszennej, 2 łyżki oleju, łyżeczka sody oczyszczonej, 5 płaskich łyżek karobu, odrobina mleka roślinnego. Wszystko dokładnie zmieszane. Nakładamy łyżką placki na blaszkę (natłuszczona lub z nieprzywieralną podkładką). Pieczemy ok. 10 minut z jednej strony, a następnie 10 minut z drugiej.


Smacznego!  :)

niedziela, 30 listopada 2014

Całkiem nowy, ważny ktoś :)

Moi Drodzy!

Nie zniknęliśmy! Choć na blogu nie pojawiło się nic nowego od miesiąca, to u nas pojawił się ktoś całkiem nowy i ważny... . Dlatego nie znikamy, a żyjemy chwilowo w innym wymiarze. :)
Przedstawiam Wam zatem braciszka WegeBobo, naszego Wegemalucha numer 2, urodzonego w połowie listopada!

Miłego, troszkę już mroźnego wieczoru! :)
P.S. Wpisy prawie gotowe czekają na zatwierdzenie, więc niedługo wracamy!

piątek, 31 października 2014

Smaczne kolacje na ciepło -jesienią

Owocowe i sycące. Królują jabłka, śliwki, maliny, daktyle.

Owsianko-jaglanka "duszona" na patelni

0,5 kubka płatków jaglanych
trochę ponad 0,5 kubka płatków płatków owsianych górskich (które mielę w młynku elektrycznym na proszek)
0,5 kubka jogurtu naturalnego
3/4 kubka mrożonych malin
2 garści wiórek kokosowych
łyżka zmielonego siemienia lnianego -zalewamy 1/3 kubka gorącej wody
troszkę miodu-opcjonalnie
olej kokosowy

Płatki jaglane mieszamy ze zmielonymi płatkami owsianymi i wiórkami kokosowymi. Maliny rozdrabniamy w rozdrabniaczu, łączymy z jogurtem, dodajemy do reszty. Zmielone siemię lniane zalewamy gorącą wodą, odstawiamy na moment, a następnie dodajemy do reszty. 2 łyżki oleju kokosowego rozpuszczamy w kąpieli wodnej- również łączymy z pozostałymi składnikami. Dodajemy miód. Całość dokładnie mieszamy. Na małej patelni rozpuszczamy odrobinę oleju kokosowego i nakładamy masę na całe dno patelni (tak na grubość ok. 1 cm). Trzymamy na patelni na malutkim ogniu, pod przykryciem kilka minut aż zacznie się ścinać, a następnie łopatką przekładamy na drugą stronę- też trzymamy kilka minut. 
Z takiej ilości zrobiłam 3 duże placki.




Ryż zapiekany z owocami

Tutaj właściwie bez przepisu, całkiem na oko. Ryż brązowy ugotowałam w parowarze przy okazji gotowania warzyw, ale jak najbardziej można gotować tradycyjnie. Kilka jabłek (nie obierałam, bo mi się nie chciało) starłam na tarce o grubych oczkach i zmieszałam z cynamonem. Ugotowany ryż wymieszałam z jabłkami, poprzekrawanymi na pół śliwkami (oczywiście bez pestek) oraz resztką nutelli z daktyli (przepis TU ). Całość przełożyłam do naczynia żaroodpornego i na koniec wymieszałam z 0,5 opakowania (tego dużego kubka) jogurtu naturalnego. Całość zapiekałam ok. 30 min w temp. 200 stopni.



Wybaczcie, że zdjęcia kiepskie, ale robione kolacyjną porą.

  
A Wy co zajadacie na kolacje jesienią? :)

niedziela, 26 października 2014

Spotkanie dla rodziców dzieci w wieku 1-3, Szczecin

W tym tygodniu uczestniczyłam w  "konferencji" Akademii Rodzice Malucha, a raczej spotkaniu dla rodziców maluchów w wieku 1-3 w Szczecinie.
Tematy poruszone:

Co można zrobić ze swoim autopilotem? 

Szczepienia małych dzieci – ważna sprawa 

Odżywianie dzieci w wieku 1- 3 roku życia 

Wspieranie rozwoju mowy dziecka 


Poszczególne panele były prowadzone przez specjalistów. 
Zdecydowałam się napisać o tym spotkaniu, bo po nim poczułam pewien hmmm...niesmak, niedosyt i było to dla mnie  przykre, że niektóre informacje trafiają do rodziców- ludzi zainteresowanych zdobywaniem wiedzy związanej z żywieniem, zdrowiem i rozwojem dziecka.
Oto co usłyszałam na spotkaniu:


Pani dietetyk:
-Wykład dotyczył odżywiania dziecka w wieku 1-3 r.ż.
Informacje przedstawione były bardzo schematyczne i bardzo, bardzo uproszczone- rozumiem- to na potrzeby półgodzinnego wykładu. 
-Przykre, że pani dr dietetyk nie posiadała aktualnej wiedzy na kilka z poruszonych tematów:

  • informację na temat zaleceń WHO nt. karmienia piersią, które mówią o kontynuowaniu takiego karmienia do przynajmniej drugiego roku życia dziecka, wyjaśniła tym, że wytyczne te dotyczą krajów trzeciego świata (!)
  • na pytanie jak wprowadzać produkty mleczne i jak zadbać o wapń, gdy dziecko tych produktów mlecznych nie lubi, pani dietetyk zaleciła podawanie jogurtów dosładzanych owocami lub miodem, podawanie papek z roślin strączkowych oraz zwiększenie ilości mięsa w diecie. Niestety, nie zostało wspomniane, że produkty mleczne wcale nie są potrzebne do prawidłowego rozwoju, wzrostu kości i że istnieją bardzo fajne, roślinne źródła wapnia (ok, strączki były wspomniane, ale mamy przecież również: sezam, brokuły, jarmuż, suszone figi i daktyle- te wszystkie produkty dziecko po 1 rż może jeść)
  • podanie mleka krowiego, poruszone dosyć wymijająco, ale ja wyniosłam z tego, że mleko krowie można wprowadzić podając je z kaszą manną. A jednak pani dietetyk powiedziała, że sama była karmiona mlekiem krowim od 1 mies życia i generalnie wszystko jest ok. (nie zaakceptuję takiej wypowiedzi od wykształconego dietetyka !).
  • nt. rozszerzania diety, pani posiadła dosyć przestarzałe informacje; dietę dzieci karmionych piersią owszem rozszerzamy po 6 mies życia, ale dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym nie trzeba zaczynać w 4 mies! I jedynym sposobem rozszerzania diety nie są papki lub też pokarm o konsystencji mleka!
  • Niestety nic nie zostało wspomniane o BLW- Baby Led Weaning, fantastycznym sposobie zapoznawania dziecka z nowymi pokarmami, który ma wiele innych korzyści rozwojowych dla dziecka. 


Pani od szczepień:
Ok, domyślałam się, że wykład będzie generalnie miał wydźwięk namawiania do szczepienia dzieci. Mogłam się zatem spodziewać, że moje wątpliwości nt. szczepień nie zostaną rozwiane. Moja wina w sumie, że miałam takie oczekiwania... .  Jak dla mnie ZA MAŁO obiektywnej wiedzy- a tego bym oczekiwała przy przedstawianiu takiego tematu.
Przykre, że praktycznie żaden z kontrowersyjnych aspektów nie był poruszony, omówiony, przeanalizowany. Na prezentacji multimedialnej pojawiło się kilka haseł, które jednak zostały pominięte.
Nie podobał mi się też ton samego wykładu... (ale to może moje wrażenie).
Być może była to zwykła reklama szczepień po prostu, bo w torebce od organizatorów znajdowały się aż cztery ulotki dotyczące szczepień: w tym o szczepieniu przeciwko meningokokom i ospie wietrznej (która podaje, że dobrym momentem na podanie szczepionki przeciwko ospie jest wizyta szczepienna w 13/14 mies życia dziecka- razem ze szczepionką na odrę, świnkę i różyczkę...serio?!!!)

Bardzo fajnie zapowiadał się wykład pani neurologopedy na temat rozwoju mowy u dziecka. Na pewno wyniosłam z niego kilka bardzo ważnych informacji, które mogą pomóc w trudnych początkach karmienia piersią: o obniżonym lub podwyższonym napięciu mięśni odpowiedzialnych za odruch ssania. O tym właśnie, że problemy ze ssaniem czy też przybieraniem na wadze u noworodka, nie są zazwyczaj spowodowane brakiem MLEKA- to trzeba jednak rodzicom powtarzać!
Informacja nt. pojawiającego się w 5-6 mies odruchu żucia była dla mnie kolejnym argumentem dlaczego dietę powinno się wprowadzać właśnie po ukończenia pół roku oraz dlaczego nie powinny to być papki.
Usłyszałam jednak również, że po 10tym miesiącu życia, powinien zanikać odruch ssania i generalnie powinniśmy odchodzić od ssania przez dziecko czegokolwiek (w tym oczywiście ssanie piersi!!!). Wypowiedź ta wywołała poruszenie wśród wielu mam (ja myślałam, że mi się przesłyszało). Wywołało to krótką dyskusję, z której niestety nie wywnioskowałam argumentu pani neurologopedy dlaczego tak uważa (szkoda...) . Jestem naprawdę zdziwiona i ciekawa czy taka jest rzeczywiście powszechna wiedza neurologopedyczna i czy takie zalecenia dostają rodzice kontaktujący się z neurologopedą?
A gdzie inne, korzystne  aspekty karmienia piersią po 10 mies. życia? 


Ale żeby nie było tak ponuro, najjaśniejszym punktem tego spotkania i właściwie osobą, dla której przyszłam na ten cykl była pani Agnieszka Stein, psycholog, którą niesamowicie cenię, wiele wynoszę z jej tekstów, książek i spojrzenia na rodzicielstwo. Tematem, który poruszyła pani Agnieszka był "autopilot" w naszym rodzicielstwie.
Czym ten autopilot jest? To takie wbudowane wyobrażenia, które mają wpływ na nasze rodzicielstwo. Bo przecież często zastanawiamy się jak powinno zachowywać się dziecko, czy to co robi jest "normalne" (jak ja nie lubię tego słowa w stosunku do dzieci), a są to często dosyć wygórowane oczekiwania, które po prostu przekraczają dziecięce możliwości ograniczone przez czystą fizjologię i etapy rozwoju. 
Z drugiej strony autopilot dotyczący rodzica: pewne schematy wpojone przez nasze wychowanie, ale przede wszystkim wyobrażenia społeczeństwa jaki jest ten dobry rodzic: no bo przecież powinien być wiecznie zadowolony, nie pozwalać sobie na chwile słabości itp. Te autopiloty nam przeszkadzają. Zaburzają naszą intuicję. Czego potrzebujemy? Empatii! Zrozumienia, nie tylko dlatego, że "wiem co czujesz", ale też "nie wiem co czujesz, ale wierzę, że to dla Ciebie takie właśnie jest (trudne, nie do zniesienia,wspaniałe, radosne)".
Szkoda, że tak krótko pani Agnieszka mówiła..., ale zostało mi wiele przemyśleń!

Sporo aspektów dziś poruszyłam, z wieloma może się nie zgodzicie. Zdecydowałam się napisać, bo jest mi przykro, że nie do końca rzetelna wiedza idzie w świat, wierzymy specjalistom- ufamy im, a to przecież dotyczy naszych najważniejszych istot.  
I piszę to z całym szacunkiem dla organizatorów, wydawali się oni bardzo pozytywnymi ludźmi, a partnerzy to min. wydawnictwa, które sobie bardzo cenię Mamania i wydawnictwo MiND szerzące rodzicielstwo bliskości i wychowanie w duchu porozumienia bez przemocy.

Podsumowując, nie żałuję, że wzięłam udział  tym wydarzeniu, cieszę się, że mogłam wysłuchać pani Agnieszki, zdobyć kilka nowych informacji, jednak czuję duży niedosyt informacji, a wydarzenie mogłoby być na prawdę świetne. Jak widać "rzucone" tematy można omówić różnie... . Ciekawa jestem jak cykl wygląda w innych miastach? Być może są inni prowadzący,  którzy przekazują całkiem inne informacje, zgodne z najnowszą wiedzą.


Więcej na temat zaleceń odnośnie karmienia małych dzieci możecie przeczytać na blogu hafija.pl, gdzie zostały streszczone Zasady żywienia zdrowych niemowląt. Zalecenia Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci opublikowane w STANDARDY MEDYCZNE/PEDIATRIA 2014. 

czwartek, 23 października 2014

Jadłospis przedszkolaka cz.2

Dziś kolejna propozycja obiadów, które zanosimy do przedszkola. 
Tak tylko przypominam, że...nie jestem dietetykiem. Jadłospis układam według naszych potrzeb, upodobań itp. Pamiętajcie, że obiad nie musi być tym najważniejszym posiłkiem dnia, zarówno śniadanie, kolacja i przekąski powinny być pełnowartościowe. 
Nie mamy wpływu ile nasze dziecko zje (szczególnie poza domem), dlatego też staram się, aby jego dieta była po prostu urozmaicona. 

Miało być regularnie, ale no cóż...nie wychodzi mi niestety.... . Ale następny spis jadła w przygotowaniu. :)


1. 
Zupka ala krupnik z kaszą jęczmienną
Makaron pełnoziarnisty z sosem spaghetti (przecier pomidorowy, soczewica czerwona, kukurydza, suszona pokrzywa)

2.
Zupka różności( warzywa, które zalegały w lodówce: groszek, fasolka, marchewka, por) z kaszą jaglaną
Placuszki gryczane z rukolą, natką pietruszki i selerem (przepis TU )

3.
Zupka różności( warzywa, które zalegały w lodówce: groszek, fasolka, marchewka, por) z kaszą jaglaną
Smażone "paluszki" z tofu oraz warzywka na boku

4. Zupa soczewicowa (z soczewicą zieloną i czerwoną)
(Naleśniki z dżemem- przedszkolne)

5. Zupa ziemniaczana z zielonym groszkiem i pokrzywą
Leczo z łuskanym konopiem i sezamem, ryż brązowy z groszkiem

6.Zupa ziemniaczana z zielonym groszkiem i pokrzywą
Kotleciki warzywne z kaszą gryczaną (surówka przedszkolna)



1)Surówki do obiadu są przedszkolne.
2)Suszona pokrzywa służy jako wartościowy dodatek- bogaty w żelazo.

A po obiadku....OWOCE, OWOCE, OWOCE!






wtorek, 21 października 2014

Jabłecznik-dyniecznik oraz ciasteczka marchewkowe

Jesień sprzyja jedzeniu słodkości! Mam dwa zaległe przepisy, które obiecałam wrzucić. Idealne na jesienne popołudnia.

Ciasteczka marchewkowe bez cukru!

1 szklanka płatków owsianych górskich, które mielę na proszek (nie musi być całkiem zmielone w młynku elektrycznym)
1 szklanka mąki pszennej/orkiszowej
0,5 szklanki płatków jaglanych
1 szklanka marchewki startej na tarce o drobnych oczkach (taka dobrze wypełniona, ubita szklanka)
2 łyżeczki sody oczyszczonej
2-3 łyżeczki cynamonu
2 garści daktyli (jak chcemy bardziej słodkie to mogą być i 3)
pół kostki masła



W misce mieszamy suche składniki. Daktyle zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na 10 minut. Następnie odlewamy do kubka wodę z namaczania, a daktyle blendujemy na masę z połową kostki masła. Do suchych składników dodajemy startą marchew oraz masę daktylową. Dokładnie wszystko mieszamy. Aby masa bardziej połączyła się dodajemy pół szklanki wody z namaczania daktyli. Masę możemy wymieszać ręką.
Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Formujemy kulki, a następnie spłaszczamy, układamy na blaszce (lekko wysmarowanej tłuszczem). Pieczemy przez 15-18 minut. 




Ciężko mi było uchwycić odpowiedni kolor ciasteczek, w rzeczywistości były trochę ciemniejsze.



Jabłecznik-dyniecznik sypany jaglany

ok. 1 kg jabłek
ok. 500g obranej dyni
1 szklanka kaszy jaglanej (mielimy w młynku)
0,5 szklanki mąki pszennej/orkiszowej
0,5 szklanki kaszy manny
0,5 szklanki brązowego cukru trzcinowego
cynamon
1 łyżeczka proszku do pieczenia
200g schłodzonej margaryny/ masła

Jabłka obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach. To samo robimy z dynią. Mieszamy razem, dodajemy cynamon (tak na oko pół opakowania).
W drugiej misce mieszamy zmieloną w młynku na proszek kaszę jaglaną oraz kaszę mannę, mąkę pszenną, cukier brązowy oraz proszek do pieczenia.
Formę do pieczenia ( ja robiłam w średniej tortownicy) smarujemy margaryną. Na to równomiernie wysypuję 1/3 suchych składników, następnie starte jabłka i dynię, znów suche, kolejna warstwa owocowa i na koniec  ostatnia część suchych. Na sam wierzch ścieramy schłodzoną margarynę/masło. Pieczemy w 180 stopniach około 40-50 minut. 



Smacznego!

piątek, 3 października 2014

Mini pizze z jarmużem i porem

Jarmuż ponoć świetne sprawa! Musi być- w końcu jest zielony :)


Mam takie szczęście, że dostałam świeży jarmuż prosto z eko-ogródka mojej mamy.
Surowy jarmuż jest świetnym źródłem witaminy C.
Posiada dużo chlorofilu (działającego antyoksydacyjnie) oraz karotenu.
Jest dobrym źródłem witamin z grupy B oraz witaminy E.

Za stroną Mind Body Green jarmuż należy do superfoods:
- jest bogaty w żelazo i wapń
- jest bogaty w witaminę  K
- zawiera kwasy tłuszczowe omega 3
- obniża cholesterol
- wspomaga detoks organizmu

Ciasto na pizzę przygotowałam tak jak tutaj:  WegeBobo Pizza

Ale wcześniej przygotowałam jarmuż i sos z porem.

Jarmuż (ok. 150 g-tyle co na zdjęciu) kroimy całkiem drobno  i podduszamy na patelni z oliwą z oliwek, podlewając troszkę wodą. Doprawiłam delikatnie solą i asofedtidą (a można też czosnkiem w proszku). Podduszamy do momentu, aż odparuje wodę całkiem- tak około 10 minut.

Sos z pora
Połowę pora siekamy i podsmażamy na patelni na 5 łyżkach oliwy z oliwek. Po chwili dodajemy ok.3-4 łyżki mąki, mieszamy dokładnie, powstaje zasmażka. Zalewamy 0,75 szklanki wody z łyżką sosu sojowego, szczyptą pieprzu ziołowego i szczyptą papryki słodkiej. Mieszamy dokładnie, gdy zgęstnieje- odstawiamy do ostygnięcia.

Gdy ciasto na pizzę mamy już gotowe, nagrzewamy piekarnik do 200 stopni. Na natłuszczonej blaszce formujemy placki (ja zrobiłam 5 średnich). Rozporowadzamy sos, na to nakładamy jarmuż, a na wierzch pokrojony w kawałki ser feta. Pieczemy ok.15 minut.





A tu jeszcze z piekarnika:



Smacznego!

środa, 1 października 2014

Learning as you go...

Czytając "Szanujący rodzice, szanujące dzieci" (autorki: Sura Hart, Victoria Kindle Hodson) natknęłam się na bardzo fajne pojęcie: uczenie się w biegu- learning as you go.

Wydaje mi się to być tak trafnym określeniem dotyczącym bycia z dzieckiem, że musiałam o tym napisać. Dla dobrych relacji w rodzinie, dla własnego spokoju- no chyba nie da się inaczej jak przyjąć do naszego codziennego życia tę "zasadę". Śmiem nawet twierdzić, że mogłaby ona być jedyną kierującą nasze codzienne zmagania. :)

Bo tak właśnie jest przecież!


  • Rodzic tak samo uczy się dziecka, jak dziecko uczy się życia i otaczającego świata. Uczymy się tego co następuje- zanim to nastąpi możemy tylko gdybać. 

  • Nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdego etapu rozwoju naszego dziecka. Nie jesteśmy w stanie zawsze przewidzieć jego reakcji. Mimo, że w 90% przypadkach reagował w taki właśnie sposób, tym razem może być inaczej.

  • Nie ma jednej jedynej metody czy sposobu robienia określonej rzeczy. Zawsze mamy kilka rozwiązań do wyboru, więc jeżeli jedno się nie sprawdza, nie przynosi efektów, próbujmy czegoś innego.

  • "Uczenie się w biegu" opiera się na dostrzeganiu szczegółów, ale wymaga nastawienia na ich odbieranie a nie osądzanie. 

  • Warto wyjść ze swojej strefy komfortu, aby dostrzec nowe możliwości rozwiązywania problemów i współdziałania. 

  • "Uczenie się w biegu" to współdziałanie. Dziecko ma czynny wkład w życie rodziny- a wynik takiej współpracy może być satysfakcjonujący dla wszystkich. 
  • Możemy czerpać naukę z tego, co się nie powiodło. To nie są pomyłki! To zawsze sytuacje, które czegoś nas nauczyły. "Nie ma błędów-są tylko nowe okoliczności, z którymi trzeba sobie poradzić".

Co sprawia nam trudność?

Wydaje mi się, że  my rodzice mamy tendencję do decydowania ZA dziecko, chcąc kontrolować to co się wokoł dzieje, dzięki temu mamy poczucie, że wszystko jest "tak jak należy".

Boimy się wykraczać poza standadardowe rozwiązania? Trochę tak! Czasami potrzebujemy rozwiązania na już i nie chcemy tracić czasu na eksperymenty...zapominamy, że najłatwiejszym rozwiązaniem byłoby zainspirowanie się dziecięcą kreatywnością, pytając: "Co możemy z tym zrobić?". Razem.

Pragnę uczyć i rozwijać razem z dzieckiem. Nie chcę się cofać, nie chcę skupiać się na tym "jak być powinno", wolę zastanawiać się "jak jest". A Wy? :)

poniedziałek, 29 września 2014

Kokosowo-sezamowe owsiane...

...no właśnie: co? Ciężko mi się zdecydować czy są to placki czy ciasteczka? Fakt, wyglądają jak placuszki, ale smakują jak ciasteczka owsiane i pieczemy je w piekarniku. Tak czy siak, są bardzo smaczne.





Potrzebujemy:

przede wszystkim potrzebujemy młynka elektrycznego, który odgrywa tutaj bardzo ważną rolę, a dalej...

3 łyżki tahini -pasty sezamowej
1 kubek musli z suszonymi owocami/orzechami
0,5 kubka płatków owsianych górskich
2 garści wiórek kokosowych
1 garść słonecznika łuskanego
1 łyżka siemienia lnianego
3/4 kubka mleka kokosowego z puszki (mleko wcześniej chłodzimy w lodówce, aby oddzielić gęstą część,  którą przekładamy do kubka; następnie krótko podgrzewamy, aby trochę rozpuścić na konsystencję śmietany)
0,5 szklanki wody (można użyć wody kokosowej pozostałej w puszce) z rozpuszczoną łyżeczką słodu (np. miodu)
1 łyżeczka sody oczyszczonej

Musli, płatki owsiane, słonecznik, siemię i wiórki kokosowe mielimy w młynku na proszek, całkiem drobny, ale większe kawałki dozwolone. Wrzucamy razem do miski, dodajemy sodę oczyszczoną. Dodajemy mleko kokosowe i tahini, mieszamy. Następnie dolewamy wodę ze słodem i dokładnie mieszamy uzyskując jednolitą, gęstą konsystencję.
Porcje nakładamy łyżką na delikatnie natłuszczoną blaszkę, formujemy placuszki.
Pieczemy w piekarniku w 180 stopniach. Najpierw ok. 10 minut na jednej stronie, następnie łopatką przekładamy na drugą i pieczemy do delikatnego zbrązowienia.


Idealne do herbatki na jesienne popołudnia!
Smacznego!

P.S. Czy czujecie już jesień? Na dworzu? W kuchni? W szafach?

środa, 24 września 2014

Jak przemycić zielone? Czyli fajne placki gryczane



 Zielone w diecie to ważna sprawa. 
Kolor zielony w roślinach zapewnia chlorofil (wszyscy pewnie pamiętamy z biologii :)). Właśnie ta zieleń, według naukowców, ma dobry wpływ na krwinki czerwone- pomaga w budowaniu odporności, chroni organizm przed bakteriami oraz chroni przed wolnymi rodnikami. 
Natka pietruszki jest w ogóle wspaniałą rośliną. Łyżka posiekanej natki pokrywa dzienne zapotrzebowanie na witaminę A i C. Zawiera również żelazo, beta-karoten, kwas foliowy oraz witaminę K i E.

Zielone placki gryczane
rukola
natka pietruszki
korzeń selera- średni kawałek
(garść suszonej pokrzywy- opcjonalnie)
0,5 szklanki mąki gryczanej
0,5 szklanki mąki pszennej/ orkiszowej pełnoziarnistej
5 łyżek otrębów owsianych
0,5 szklanki mleka (roślinnego) plus 0,5 szklanki wody
1/4 szklanki oliwy z oliwek
łyżeczka sody oczyszczonej
sól- szczypta, papryka słodka lub ostra, opcj. garam masala- po pół łyżeczki
olej do smażenia


Rukolę siekamy drobniutko.
 Natkę pietruszki siekamy w rozdrabniaczu bardzo bardzo drobno.

Selera ścieramy na tarce o grubych oczkach.
Resztę składników mieszamy bardzo dokładnie i dorzucamy posiekaną rukolę, natkę pietruszki oraz seler. Masę przyprawiamy. Nabieramy łyżką i układamy na patelni z odrobiną oleju. Smażymy do zarumienienia z obydwu stron.

Bardzo fajnie smakowały z takim sosem: jogurt naturalny, ogórek kiszony, troszkę czosnku, odrobina pieprzu.


Wypróbuj inne zielone przepisy.
Pesto z rukoli
Pesto z natki pietruszki
Gryczany omleto-naleśnik
Troszkę inna zupa brokułowa
Koktajl z natką pietruszki

wtorek, 16 września 2014

Kluseczki dyniowe

Jako że dynia pojawia się już, i pojawiać będzie, dosyć często w naszym domu w najbliższym okresie, to przedstawiam pierwszy tegoroczny przepis dyniowy. Po resztę przepisów zaglądajcie pod etykietką dynia.

Kluseczki dyniowe
ok. 500 g obranej dyni
4 ziemniaki
1 i 1/4szklanki mąki pszennej plus mąka do podsypywania
1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
5 łyżek mąki ziemniaczanej
3 łyżki nasion luskanego konopii (opcjonalne, dla wzbogacenia)
troszkę soli

Dynię kroję w kawałki i duszę do miękkości w ok. 0,5-0,75 szklanki wody. Odlewam wodę i ubijam na puree. Dodatkowo ugniatam kilka razy na sitku, aby odsączyć wodę. W tym samym czasie gotuję ziemniaki, następnie odlewam wodę i ugniatam na puree. Łączę puree dyniowe z ziemniaczanym i odstawiam do ostygnięcia. Gdy ostygnie dodaję mąkę ziemniaczaną, nasiona konopii , sól- dokładnie mieszam. Następnie dodaję mąki. Radzę dodawać stopniowo w mniejszych ilościach, gdyż może okazać się, że uzyskamy odpowiednią masę z mniejszą ilością mąki: ja dodałam najpierw pełnoziarnistą i stopniowo dodawałam pszennej. 


Blat podsypujemy mąką, formujemy wałeczek i kroimy na mniejsze kawałki. Kluseczki gotujemy we wrzącej, lekko osolonej wodzie ( z łyżeczką oliwy). Wyławiamy po koło minucie od wypłynięcia na wierzch. 

Kluseczki można podać na słodko z masłem, olejem kokosowym lub na słono z oliwą z oliwek lub innym fajnym olejem i przyprawami. 



Uwaga: jeżeli upieczemy dynie, zamiast podduszenia, puree będzie mniej wilgotne i będziemy potrzebować mniej mąki. Kluseczki będą lżejsze.

Smacznego! :)

sobota, 13 września 2014

Zakupy w vegekoszyku

To nasze pierwsze zakupy w sklepie internetowym vegekoszyk.pl. Raczej rzadko robię zakupy w sklepach internetowych z typowo wegejedzeniem. Staram się raczej wyszukiwać różności w zwykłych sklepach, czasami w aptekach, sklepach zielarskich. Nie wszystko jednak da się znaleźć w sklepach stacjonarnych, dodatkowo niektóre produkty są dużo droższe niż w internecie.

To nasze zakupy:

Z ciekawszych rzeczy zakupiłam:

1. Łuskane ziarno konopii-  bogate w wysokoodżywcze białko oraz kwasy tłuszczowe-omega.


2. Płatki drożdżowe- nieaktywne drożdże; nazywam je "posmakiem niezdrowego jedzenia" :) jako dodatek do pasztetów, pizz, sosów; dają serowy posmak; są bogate w witaminy z grupy B i wiele innych składników odżywczych


3.Ser wegański violife- kupiłam pierwszy raz na spróbowanie. Ser n bazie oleju kokosowego. Smak według mnie bardzo fajny.

4.Karob, mączka z chleba świętojańskiego- używany u nas bardzo często jako zamiennik kakao, nie zawiera kofeiny. Ma dużo właściwości odżywczych.

5. Tahini, naturalna pasta sezamowa- często robię ją sama, ale miałam ochotę spróbować kupnego. W dużym słoiczku i w dobrej cenie:) Używany do sporządzania różnych past i hummusu.


6.Mleko owsiane z wapniem-spodobał mi się bardzo napis na kartonie: WOW NO COW!


7.Mleko kokosowe o smaku truskawkowym- wzięte na spróbowanie dla Wegebobo, takie w kartoniku ze słomką, na wyjście. Na razie mu niesmakuje. 

8.Asafoetida- indyjska przyprawa używana u mnie w domu rodzinnym, ma bardzo intensywny zapach zbliżony do cebuli i czosnku. Daje potrawom fajny posmak kuchni hinduskiej.


9. Wegański majonez- to dla męża, fana majonezu.

Dodatkowo jeszcze duże paczki niesiarkowanych rodzynek i daktyli i kilka innych rzeczy.

Robicie zakupy w sklepach z tzw. "zdrową żywnością"? A zakupy żywności przez internet?
Ja jestem bardzo zadowolona, przesyłka doszła błyskawicznie. Mały minus za jedno opakowanie karobu, które pękło lekko i trochę się wysypało.

Plus: sklep vegekoszyk.pl przekazuje 5% ze sprzedaży dla Fundacji Viva!.


p.s. To nie jest wpis reklamowy :)

piątek, 12 września 2014

Wyniki!

Dziękuję za udział w konkursie!

Opcja facebookow'a okazała się bardziej popularna, ale i tak zwycięzców mamy dwóch, a raczej zwyciężczynie.

Książkę z fanpage'a zdobywa: Katarzyna Sowińska

Wybaczcie - młody wycinał karteczki :)
Na blogu książkę zdobywa: Elena

Proszę o kontakt poprzez fp na Facebook'u lub poprzez e-mail: shantala.stargard@gmail.com

Pozdrawiam!

niedziela, 7 września 2014

Jadłospis przedszkolaka cz.1

W tym roku mamy troszkę więcej wolnego czasu, więc ruszam z cyklem, który już dawno chciałam gdzieś zapisać.

Ponieważ nosimy jedzenie do przedszkola, to postanowiłam spisywać sobie  nasze tygodniowe jadłospisy, aby mieć później szybką inspirację, a i może komuś się przydadzą pomysły.
Zazwyczaj będzie to spis 3-4 dniowy, bo na tyle dni w tygodniu WegeBobo chodzi przedszkola.


Pon.
Zupa jarzynowa (fasolka szparagowa, ziemniaczki, marchew, paternak, por, seler, suszona pokrzywa)
Kluseczki z mąki pełnoziarnistej, kotlecik z zielonej soczewicy, strata marcheweka z olejem lnianym

Wt.
Zupa jarzynowa
Makaron z pesto z rukoli, natki pietruszki i słonecznika

Śr.
Zupa pomidorowo-dyniowa z ryżem brązowym
Naleśniki pełnoziarniste z powidłami śliwkowymi

Czw.
Zupa pomidorowo-dyniowa z ryżem brązowym
Kotleciki warzywno-sojowe (plus ziemniaki, surówka przedszkolne)


Nie jestem dietetykiem. Jadłospis układam według naszych potrzeb, upododobań itp. Pamiętajcie, że obiad nie musi być tym najważniejszym posiłkiem dnia, zarówno śniadanie, kolacja i przekąski powinny być pełnowartościowe. 
Nie mamy wpływu ile nasze dziecko zje (szczególnie poza domem), dlatego też staram się, aby jego dieta była po prostu urozmaicona. 

Czasami przygotowuję pełen posiłek do przedszkola, a czasami tylko jego część. Surówki zazwyczaj są przedszkolne (więc o nich nie wspominam). Jeżeli dzieci mają COŚ plus ziemniaki, to zazwyczaj też przygotowuję tylko COŚ.
Zupy robię zazwyczaj na dwa dni.

Czy jest tu ktoś, kto przygotowuje przedszkolakowi jedzenie do przedszkola? Może chcecie podzielić się doświadczeniami.


Przypominam o konkursie :)tylko do 10.09.
http://wegebobo.blogspot.com/2014/09/blogowo-facebookowy-konkurs.html

środa, 3 września 2014

Blogowo-facebookowy konkurs!!!

Moi Drodzy!!!
Dziękuję za każde wejście, polubienie i każdą aktywność związaną z moim blogiem. Wiem, że brakuje tu na blogu regularności, ale chcę Wam przekazać choć odrobinę naszego życia z wegedzieciakiem, w kuchni i nie tylko. Dziękuję jeszcze raz i...

Do rozdania mam książki dwie!
Jedna tutaj na blogu, druga na facebook'u! Czyli jak wam się poszczęści możecie  otrzymać nawet obie.

KONKURS NA FACEBOOKU
Należy:
-polubić stronę WegeBobo i inne przyjemności
-na stronie na FB odnaleźć post konkursowy, polubić go i oznaczyć jedną osobę, która mogłaby zechcieć zdobyć jedną z książek
To wszystko!

KONKURS NA BLOGU:
Należy:
- skomentować ten post, dokańczając zdanie: " Kulinarnie, jesień kojarzy mi się z... "
Nie żebym jesień szybko przywoływała, ale ciekawi mnie co jesienią w kuchni przyrządzacie :) 


Teraz nagrody!
Książki są dwie. 

Bardzo ciekawa propozcyja na zabawy rodziców z dziećmi "Siłowanki. Dzikie harce, których potrzebuje każda rodzina". Pisałam o nich TU


LUB

"Cynamon i Tusia. Wierszyki na okrągły rok."   
Książki zakamarkowe (z wyd. Zakamarki) uwielbiamy! O książce więcej na stronie wydawnictwa: Zakamarki

Nie napiszę, którą książkę można zdobyć na facebook'u, a którą na blogu. Próbujcie :)

Konkurs trwa od 3.09 do 10.09 do godziny 22!
Spośród zgłaszających się rozlosujemy dwie osoby (jedna z FB, druga z bloga), które staną się posiadaczami jednej z książek.

Myślę, że wszystko jest jasne. To powodzenia!

poniedziałek, 1 września 2014

Rogaliki ze śliwkami

Bardzo smaczne krucho-drożdżowe rogaliki na osłodzenie zakończenia wakacji.



Najpierw przygotowałam śliwki.

Śliwki przekrawamy, pozbywamy się pestek, wrzucamy do garnka. Dodajemy wcześniej namoczone rodzynki- tak na dosłodzenie. Tak je dusimy w garnku. Dodałam jeszcze 5 płaskich łyżek cukru trzcinowego (ale sądzę, że nie zawsze jest to konieczne- zależy od słodkości śliwek-sprawdźcie jak Wam smakuje). 
Zamiast cukru można użyć też namoczonych we wrzątku suszonych daktyli, które dodajemy do duszących się śliwek (można je też wcześniej zblendować). Utrzymujemy na małym ogniu, aż odparuje sok i nabierze konsystencji powideł.

Można oczywiście użyć gotowych już powideł jak ktoś ma- my nie mieliśmy.

Ciasto na rogaliki:
Zaczyn:
40 g drożdży
0,5 szklanki ciepłego mleka (roślinnego)
3 łyżki mąki
1 łyżka cukru

Do miski wlewamy ciepłe mleko, rozpuszczamy w nim rozdrobnione drożdże. Dodajemy mąkę i cukier, a następnie mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 20 minut. 

Następnie:
1 szklanka mąki pełnoziarnistej
1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki zmielonej w młynku kaszy jaglanej (można tez użyć mąki jaglanej, ale ta zmielona w młynku kasza tak fajnie delikatnie chrupie po upieczeniu:))
1/2 kostki masła/ margaryny

W misce łączymy wszystkie mąki, dodajemy schłodzne posiekane masło/margarynę. Dodajemy nasz zaczyn i całość zagniatamy.

Ciasto dosyć cienko rozwałkowujemy na kształt koła, kroimy na trójkąty. Nakładamy po łyżeczce ostudzonych powideł. Zawijamy rogaliki.


Słuchajcie! No tutaj miałam problem. Myślałam, że już kiedyś to robiłam, ale widocznie nie- musiałam się posiłkować instrukcją z internetu. Także pierwsze wyszły niecałkiem urodziwe. Jak nie jesteście pewni jak je formować, zajrzyjcie na youtube :). 




Pieczemy ok. 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Po upieczeniu można posypać cukrem pudrem.


Taką jesienną pogodą żegnają nas wakacje, więc rogaliki i ciepła herbatka pasują dziś idealnie.
Smacznego!

Moi Drodzy! Szykuję konkurs! Obserwujcie bloga i stronę na FB!
Wystąpił błąd w tym gadżecie.