poniedziałek, 30 grudnia 2013

Troszkę inna zupa brokułowa i kotleciki z fasoli mung

Ponieważ to ostatni post w tym roku, bedzie podwójnie kulinarnie i dwudaniowo.


Zupa brokułowa

3 marchewki, seler, nieduży por
ok. 500 g brokuła
1 pomarńcza (1/2 pokrojona w plasterki, 1/2 wyciśnięta na sok)
sok z 1/2 cytryny
1-2 garści nerkowców
łyżka natki pietruszki i koperku
przyprawy: sól, pieprz, pieprz ziołowy, gałka muszkatołowa, suszony imbir, sos sojowy 
3 łyżki oliwy

opcjonalnie:ser feta


Robimy wywar na 1,5 litra wody: marchewki, seler i por gorujemy ok. 20 minut.
Brokuła dzielimy na różyczki, nerkowce siekamy, 1/2 pomarańczy kroimy w plasterki i podsmażamy to wszystko w glębokiej patelni w 3 łyżkach oliwy ok. 3 minuty. Zalewamy gotowym wywarem (bez warzyw) i gotujemy aż brokuły zmiękną- ok. 8 minut. Ściągamy z ognia, przelewamy wszystko do garnka i ostudzamy. Dodajemy sok z 1/2 cytryny i 1/2 pomarańczy, przyprawy wszystkie, sos sojowy, natkę i koperek. Wszystko miksujemy blenderem. Jeżeli zupa jest za gęsta dodajemy troszkę wody. Przed podaniem podgrzewamy. Posypujemy na wierzchu fetą.
Dzięki pomarańczy i przyprawom zupa ma bardzo ciekawy smak.



Przepis zainspirowany przepisem z mojej ukochanej książki "Nakarmić duszę", odsyłam do poczytania o niej tu.



Kotleciki z fasolki mung

filiżanka zielonej fasolki mung
2 nieduże ugotowane ziemniaki
garść zmielonych płatków owsianych
przyprawy: sól, pieprz, pieprz ziołowy, ja dodałam równiez łyżeczkę "przyprawy do zupy pomidorowej" (mieszanka przypraw firmy Dar Natury)

opcjonalnie: sezam i mąka do obtoczenia

olej do smażenia

Fasolkę mung należy moczyć kilka godzin (według instrukcji firmy Bionica 12 godzin)-ja moczyłam całą noc. Wymieniamy wodę i gotujemy (mniej więcej w 3 filiżankach wody) 40-50 minut do miękkości w osolonej wodzie. Jeżeli zostaje jakaś woda, to odcedzamy. Rozgniatamy fasolkę ugniataczką do ziemniaków, dodajemy dwa ugotowane, pokrojone w kawałki ziemniaki i ugniatamy razem. Masa nie musi być jednolita. Dodajemy zmielone płatki owsiane (fajnie łączą masę) i przyprawy- wszystko dokładnie mieszamy. Formujemy kotleciki i obtaczamy w sezamie lub w mieszance sezamu i mąki. Smażymy na patelni z olejem lub oliwą.


Fasolka mung po ugotowaniu jest bardzo delikatna, jest również bardzo smaczna! Jest jednym z najbardziej wartościowych gatunków fasoli.
Znana jest z właściwości odtruwających i oczyszczających. Stosowana jest w leczeniu  min. zatruć układu pokarmowego, biegunki.
100g ugotowanej fasoli zaspokaja około 50% zapotrzebowania na błonnik. Ziarna fasoli mung zawierają równiez sporo białka i witamin takich jak: B1, B2, B5, B6, B9(kwas foliowy), K, E, C i A oraz pierwiastki magnez, mangan, selen, wapń, fosfor, żelazo, miedź, potas i cynk.



Moi Drodzy!

Dziękuję Wam za kolejny rok z moim blogiem. Wiem, że nigdy nie będzie on blogiem "profesjonalnym", szeroko czytanym ani tez popularnym, dlatego też jest mi niezmiernie miło, że dalej tu zaglądacie i czytacie! Blog rośnie razem z moim dzieckiem- dlatego jest taki mój i tak mi bliski... . Czytajcie, komentujcie- każdy komentarz sprawia, że serducho się cieszy! 
Wspaniałego kolejnego roku!
Dziękuję!

WegeMama


Aaaaa, niedawno dodałam opcję dołączenia do obserwatorów! Zapraszam!

I po Nowym Roku szykuję konkurs!

sobota, 14 grudnia 2013

Pierniczki rok później

W zeszłym roku było tak: Wszyscy robią pierniczki...
W tym roku chęć robienia pierniczków ewoluowała. Postanowiłam zrobić pierniczki bezglutenowe. WegeBobo uczulony na gluten nie jest, ale spożycie produktów pszennych jest w ciagu dnia czy tygodnia i tak niemałe, więc postanowiłam w pierniczkach mąki pszennej uniknąć, a dodatkowo uczynić je wartościową słodkością. 

Przeszukałam troszkę internetowe blogi i strony, bo ciekawa byłam jaka mąka jest używana najczęściej do bezglutenowych pierniczków i w wielu przepisach znalazłam po prostu okreslenie "mąka bezglutenowa".
Jakie mąki mamy więc do wyboru:
mąka gryczana, mąka ryżowa, mąka kukurydziana, mąka amarantusowa, mąka jaglana, mąka owsiana (specjalna mąka owsiana bez glutenu),

a oprócz tegow sklepach dostępne są również: mąka z ciecierzycy, mąka z niełuskanych ziarem prosa, mąka sojowa, mąka ziemniaczana i jeszcze kilka rodzajów.

Nie wszystkie mąki nadają się do wyrobów słodkich i nie ze wszystkich możemy uzyskać odpowiednią konsystencję ciasta, a co za tym idzie- zamierzony efekt.

No ale przechodząc do naszych pierniczków:

Potrzebujemy 200 g mąki bezglutenowej. Dla smaku i wartości użyłam:
50 g mąki jaglanej ( ja zmieliłam na proszek kaszę jaglaną w młynku )
50 g mąki gryczanej (dała fajny posmak pierniczkom)
100 g mąki kukurydzianej 
50 g zmielonego siemienia lnianego (ja mieliłam nasiona siemienia w młynku)
2 łyżeczki przyprawy korzennej (należy zwracać uwagę na skład, bo niektóre mają w składzie mąkę pszenną) 
płaska łyżeczka sody oczyszonej
1/3 szklanki mleka roślinnego (może być troszkę więcej)
5 łyżek miodu
1/4 szklanki oleju roślinnego
opcjonalnie: 2 łyżki brązowego cukru trzcinowego  (pierniczki są mało słodkie, jeżeli mają być bardziej-dodajemy cukier brązowy)

Mieszamy suche składniki, a następnie dodajemy  miód, olej i na końcu mleko roślinne. Mieszamy wszystko dokładnie ręką. Dzielimy na trzy części, blat podsypujemy mąką kukurydzianą, rozwałkowujemy i wycinamy pierniczkowe kształty. Pieczemy w 180 stopniach ok.6- 8 minut. 

A czy Wy zwracacie uwagę na to ile mąki pszennej spożywacie w ciągu dnia/tygodnia? Unikacie, używacie zamienników? Oczywiście osoby uczulone/nietolerujące glutenu nie mają innego wyboru, ale  warto również szukać bardziej wartościowych zamienników tradycyjnej białej mąki lub ewentualnie zastępować ją w różnych proporcjach w wypiekach i innych potrawach dnia codziennego. Mąka pszenna biała jet produktem rafinowanym i nie zawiera w sobie witamin i soli mineralnych(śladowe ilości). W przypadku białej mąki, podczas jej uzyskiwania usuwana jest otoczka, która zawiera w sobie właśnie te witaminy i sole mineralne, które również pomagają przyswajać skrobię.

O zbożach w diecie dziecka możecie przeczytać tutaj:  http://dziecisawazne.pl/zboze-w-diecie-dziecka/  oraz http://dziecisawazne.pl/zboza-energia-zycia-owies-i-quinoa/.
Czy wiedzieliście, że w okresie przeziębienia czy choroby należy unikać produktów z białej mąki, a chętnie przyjmować inne zboża na przykład w postaci kaszy jaglanej? 



Strony, które odwiedziłam w poszukiwaniu pierniczkowych inspiracji, i które bardzo mocno polecam w poszukiwaniu wartościowego, zdrowego i pysznego jedzenia dla dzieci i nie tylko.
ammniam.pl
http://smakoterapia.blogspot.com

niedziela, 8 grudnia 2013

Batoniki bakaliowe

Słodycze. Hmmmm....temat rzeka. O ile można jakoś unikać słodyczy, ciężko jest nie jeść słodkości- tego się po prostu chce.
Można powiedzieć, że miłośc do słodkiego dzieciaki wyssały z mlekiem matki, bo mleko mamy jest słodkie. Słodycz w takim razie może kojarzyć im się z czymś przyjemnym, czymś co dawało im ukojenie. 

Wiem, wiem, że są osoby, które za słodyczą nie przepadają...no cóż my lubimy:)

Staramy się, aby te słodkości były jak najzdrowsze i jak najbardziej wartościowe.
Warto mieć zawsze coś takiego przy sobie, aby ratować się w sytuacjach małego głodu u malucha. Od dawna robię batoniki lub też kuleczki z kaszy jaglanej, daktyli i innych bakali, tym razem zainspirował mnie blog Ammniam i zrobiłam batoniki z mango i owoców goji.

Batoniki

1 szklanka suszonego mango
3/4 szklanki suszonych owoców goji (można dać mniej np. 1/4-1/2 szklanki a dać więcej mango lub np. moreli, mi akurat udało się upolować dużą promocję na te owoce)
3/4 szklanki płatków migdałowych (lub  migdałów obranych ze skórki migdałów)
1/2 szklanki suszonej żurawiny
1/4 szklanki słonecznika (Mam zawsze straszny problem czy to są ziarenka czy nasiona słonecznika, no wiecie te łuskane? Kto wie niech podpowie :))
wiórki kokosowe (tak około 5 łyżek może być więcej)
siemię lniane- 3 łyżki
sezam- 2 łyżki
sok wyciskany z 1 pomarańczy i 1 jabłka (np. w sokowirówce)

W jednej miseczce umieszczamy mango, w drugiej owoce goji. Zalewamy obydwa sokiem z pomarańczy i jabłka i odstawiamy na kilkanaście minut. Mielimy słonecznik, wiórki kokosowe, siemię lniane i sezam w młynku na proszek. Płatki migdałowe rozdrabniamy w robocie). Przekładamy namoczone owoce (sok odcedzamy) oraz żurawinę do jednego pojemnika i miskujemy na masę- nie musi być bardzo jednolita. Dodajemy migdały. Dodajemy wszystko, co zmielone. Mieszamy dokładnie, bardzo dokładnie. Przekładamy do formy wyłożonej papierem (foremka 22cm*15cm, może być większa, ale wtedy albo robimy cieńsze, albo nie wykładamy od brzegu do brzegu). Wyrównujemy, delikatnie dociskamy. Wkładamy do lodówki na kilka godzin (2 powinny być minimum). Po wyciągnięciu, tniemy ostrym nożem na prostokąty. Przechowujemy w lodówce.






Zamiast mango można użyć też moreli suszonych lub użyć ich pół na pół.
Zwróćcie uwagę, żeby suszone owoce były niesiarkowane- ja tak właśnie przejechałam sie na tych owocach goji z promocji. Ucieszona, że taaak niska cena, wzięłam bez zastanowienia. Chociaż wyjątkowo wybaczam ten dwutlenek siarki, bo ceny owoców goji są bradzo wysokie-niestety.

Na wierzchu można obsypać np. poppingiem z amarantusa i lekko docisnąć.

O owocach Goji. 
Nazywane są najzdrowszymi owocami świata.
Na blogu poświęconemu tym owocom można przeczytać o wartościach jakie można w nich znaleźć:18 rodzajów aminokwasów, witaminę C, witaminy z grupy B,  składniki mineralne: żelazo, wapń, cynk, selen, nienasycone kwasy tłuszczowe.
Spożywanie jagód goji może działać na:
-poprawę odporności,
-wzmacnianie wzroku,
-pracę mięśni,
-usprawniają pracę organów: serca, płuc, nerek,
-opóźniają starzenie się organizmu,

Źródło: http://jagody-goji.blogspot.com/p/wasciwosci-lecznicze.html



sobota, 30 listopada 2013

Siłowanki-dzikie harce.

Czego potrzebują dzieci? ZABAWY! ZABAWY! I JESZCZE RAZ ZABAWY!



Rodzic może stworzyć warunki do tej zabawy, a może jeszcze w tej zabawie uczestniczyć. Zabawa może przybierać najróżniejsze formy: zabawa zabawkami, wspólne układanie puzli, granie w piłkę, czytanie, zabawa w dom, szkołę, ale warto poświęcić również czas na szczególną formę zabawy, którą są SIŁOWANKI.

Jesteśmy wielkimi fanami siłowanek i sądzę, że wielu z Was również. Część z Was ma być może podobne wspomnienia z dzieciństwa, część bawi się tak ze swoim maluchem od dawna, a część może dopiero odkryje, ile przyjemności i radości mogą one dać.

Czym są SIŁOWANKI?
"....to rodzaj zabawy, który jest pełen spontaniczności, improwizacji i radości. (....) To zabawa fizyczna, która jest doskonałym sposobem na utrzymanie dobrej kondycji, rozładowanie napięcia i dobre samopoczucie. Są zabawą interaktywną, a więc budują bliską relację między dziećmi a rodzicami, zwłaszcza wtedy kiedy, ci ostatni schodzą na podłogę i dołączają do swoich pociech... .No i co najważniejsze, siłowanki są zabawą głośną i niesforną, ale nie niebezpieczną." (s.11)*

Czyli w jednym zdaniu: ŚWIETNĄ ZABAWĄ!

Autorzy książki "Siłowanki. Dzikie harce, których potrzebuje każda rodzina", DeBenedet i Cohen (autor "Rodzicielstwa przez zabawę"), piszą o korzyściach jakie daje ta forma zabawy:
- dzięki siłowankom dzieci stają się mądrzejsze: podczas zabawy mamy mnóstwo okazji do twórczych i nieszablonowych zachowań, uczą się na błędach;
-budują inteligencję emocjonalną: dzieci potrafią w trakcie takiej zabawy pokazać swoje skrywane trudności i emocje; "Kiedy ze spokojem akceptujemy dziecięce uczucia, zapewniamy im bezpieczne i pełne miłości ujście dla ich emocji. Dzięki temu pomagamy im poradzić sobie z tymi, które wymykają się spod kontroli." (s.18)*
- stwarzają okazję do bliskiego kontaktu z rodzicem i pogłębienie relacji, zwiększa zaufanie; 
-mogą mieć funkcje terapeutyczną, pomóc w radzeniu z agresywnym zachowaniem dziecka;
- rozwijają sprawność fizyczną;

U nas tego typu zabawy stały się też formą "nadrabiania czasu", gdy maluch poszedł do przedszkola i tych wspólnych momentów jest rzeczywiście mniej. 

Pamiętajcie! To nie są zabawy tylko dla chłopców!


Kilka fajnych zabaw z książki: 

"Mam Cię ( a może nie?)"

Zabawa w ganianie. W ostatniej chwili, gdy rodzic prawie już złapał dziecko, wypuszcza je. Może się przy tym przewrócić lub potknąć- dużo śmiechu!


"Mina pułapka"  (jeden z hitów u nas w domu)

Udawaj, że Twoja ręka jest klejąca i przykleja się do wszystkiego, czego dotknie (podłoga, stół, noga dziecka). Zadaniem malucha jest oderwanie Twojej dłoni.
Dłonie mogą też być magnesami, które się przyciągają i ściskają wszystko.

"Pokraczna pirania"

Pirania to skarpeta nałożona na dłoń rodzica. Pirania jest głodna i chce ugryźć. Jest niestety trochę pokraczna i czesto chybi lub się przewraca. A teraz pozwól dziecku nałożyć swoją piranię.


"Walec parowy"  (bardzo lubiana przez nas zabawa- uwaga może się zakręcić w głowie:) )

Rodzic kładzie się na plecach, maluch kłądzie się na rodzicu, tak, że znajdują się brzuszek do brzuszka. Rodzic obejmuje ramionami dziecko i przytrzymuje je. Przeturlajcie się, teraz maluch leży na podłodze a Ty na nim. Można podtrzymywać się na łokciach, aby nie nanieść dużego ciężaru na dziecku.


"K2"

Rodzic to "ogromny" szczyt, maluch to zdobywca góry. Maluch staje przed rodzicem, chwytacie się za ręce i dziecko wspina się po rodzicu, zaczynając od nóg ku górze. Następnie poćwiczcie różne sposoby schodzenia z góry.

"Przejażdżka na magicznym dywanie"

Magicznym dywanem jest koc. Najlepiej, gdyby w zabawie brało udział dwóch dorosłych, którzy chwytają za rogi i unoszą koc wraz z siedzącym na nim dzieckiem. Aby było zabawniej, można od czasu do czasu zrzucić koc niespodziewanie na łóżko lub kanapę.

"Czerwone Tornado"

Tu pozwoliłam sobie zrobić zdjęcie:
"Siłowanki" A.T. DeBenedet, L.J. Cohen

Zajrzyjcie do książki po ilustrowane propozycje zabaw. Są one szczegółowo opisane, opisy zawierają również przedziały wiekowe-dla jakiego dziecka zabawa jest odpowiednia. Warto!



*cytaty zaczerpnięte z "Siłowanek".

sobota, 23 listopada 2013

Ciasto czekoladowe.

Nie wiem jak Wy, ale ja w jesienne wieczory mam zawsze ochotę na czekoladę. Trochę to niebezpieczne, ale od czasu do czasu można a wręcz trzeba. :)

Ostatnio zrobiłam szybkie, proste i przepyszne ciasto czekoladowe z przepisu z książki "Zielona Toskania" (do której często wracam- uwielbiam takie książki, które nie zalegają na półce, ale od czasu do czasu z niej wyskakują).
Ciasto powstało właśnie w jedno z jesiennych popołudni i od razu je pokochaliśmy.

Składniki:

180 g mąki
70 g kakao (to gorzkie, prawdziwe)
150 g brązowego cukru trzcinowego
120 g oliwy z oliwek ( wydzie około pół kubka-można wymieszać pół na pół z innym olejem roślinnym)
240 ml mleka sojowego
1 opakowanie cukru waniliowego ( ja nie miałam i dałam kilka kropel aromatu waniliowego)
2 łyżki octu jabłkowego (no i tu pojawił się problem, bo nie miałam takiego w domu i dałam zwykłego octu- mniej zdrowe, ale chyba potrzebne do wyrośnięcia było)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
cukier puder do posypania

Łączymy wszystkie suche składniki, a następnie mieszamy z mokrymi. Powstaje jednolita masa. Przekładamy do formy wysmarowanej oliwą. Pieczemy około 30-35 minut w 180 stopniach (z termoobiegiem). Po ostudzeniu posypać cukrem pudrem.

UWAGA!Ciasto mocno czekoladowe. Dla tych, którzy wolą łagodniej polecam mniej kakao np. 50 g.




Ciasto jest mocno kakaowe, jest przyjemnie słodkie, ale kakao gra główną rolę. Wierzch jest fajnie chrupiący, a reszta ani sucha ani mokra. Nam smakuje bardzo! 
Myślę, że ciasto świetnie nadaje się do przeróżnych modyfikacji i dodatków.



niedziela, 10 listopada 2013

Warzywka w cieście.


Dawno nie pojawiło się nic kulinarnego, a dziś coś na szybko, smacznie i na różne okazje. No dobra, i mam nową patelnię- chciałam ją wypróbować :). 
U nas danie pojawiło sie jako obiad (bardzo lubię obiady, które można jeść rękoma, niekoniecznie przy stole), ale świetnie nadaje się na różne przyjęcia i imprezy.

Warzywa w cieście naleśnikowym

Co kto lubi. Moim zdaniem świetnie wychodzi kalafior, brokuł i pieczarki (wiem, to nie warzywo). Przygotowujemy pół średniego kalafiora i pół brokuła- dzielimy na różyczki a nawet na jeszcze mniejsze kawałki. Dokładnie umyte pieczarki pozbawiam nóżek. Gotujemy warzywa. Ja gotowałam w parowarze (nastawiłam na 25 minut), nie do pełnej miękkości. Pieczarki ustawiłam na samej górze i gotowałam ok. 15 minut.

W tym czasie przygotowujemy ciasto naleśnikowe, jest ono gęstsze od takiego tradycyjnego.
2 szklanki mąki pełnoziarnistej
0,5 szklanki mleka roślinnego
0,7 szklanki wody
4 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka zmielonego siemienia
i teraz przyprawy, zależy jak lubimy- u mnie: łyżeczka kurkumy, pół łyżeczki papryki słodkiej, troszkę soli i pieprzu, dałam jeszcze troszkę przyprawy do ziemniaków (mieszanka).

Mieszamy dokładnie wszystkie składniki, przyprawy dodajemy na koniec. Gdy ciasto jest zbyt gęste dodajemy jeszcze troszkę wody.
Rozgrzewamy olej na patelni. Ugotowane warzywa wrzucamy po parę kawałków do masy, wyławiamy łyżką tak aby cały kawałek był pokryty cienką warstwą ciasta, układamy na patelni i smażymy. Smażymy z każdej strony i gotowe!

 


Podajemy z różnymi sosami np. jogurtowo-czosnkowy, sos z awokado, jogurtowy z przyprawą "meksykańską".

Lubię tę potrawę a nazywamy ją "Magiczne Warzywka". Wyciągamy kawałek z miski i zgadujemy się jakie to warzywo kryje się w środku. :)

środa, 30 października 2013

Październik Bliskości.


Kończy się październik. Miesiąc pogody- niepogody. W tym roku jest to bardzo fajny miesiąc!
Dużo się działo, a oto relacja:

5 października Konferencja Bliskości w Warszawie

Być może będę ostatnia, która o niej pisze, ale zbierałam się dłuuugo... .
Było to wspaniałe wydarzenie. Konferencja, na której znaleźli się rodzice i specjaliści pracujący z rodzicami i dziećmi w duchu Rodzicielstwa Bliskości. Ja w roli pierwszego i drugiego.
Konferencja została podzielona na cztery panele. Pierwszy z nich "Noszenie dzieci- różne szkoły, różne techniki, wspólna idea" . Prowadzące rozmawiały o roli doradcy chustonoszenia w dzisiejszym świecie. Temat interesował mnie, bo sama jestem początkującym doradcą. Oprócz pracy doradcy panelistki mówiły o tym, że mimo kilku różnych szkół chustonoszenia, istnieje jedna wspólna idea- promowanie prawidłowego  noszenia i noszenia w ogóle w społeczeństwie. 
Po przerwie wróciliśmy ( mężczyźni też byli obecni w ilości skąpej, ale byli) na część: "Żeby wychować dziecko potrzebna jest cała wioska- rodzicielstwo bliskości XXI wieku". Tutaj zostały omówione bardzo różne aspekty rodzicielstwa. Poprzez noszenie dziecka w Polsce kilkadziesiąt, a nawet ponad sto lat temu- ukazane na świetnych zdjęciach, po szkoły rodzenia i pracę douli omówione przez Małgorzatę Borecką- prezeskę Stowarzyszenia DOULA w Polsce oraz Joannę Piertusiewicz z Fundacji Rodzić Po Ludzku. Bardzo ciekawe dla mnie tematy. Porozmawialiśmy o Klubach Mam i jaką fajną częścią macierzyństwa mogą się stać.
 Równie bliska mi była część, którą omówiła Agata Aleksandrowicz prowadząca bloga Hafija.pl, którego podczytuję oczywiście. Otóż rola internetu. Rola internetu w moim macierzyństwie również była ogromna. Po pierwsze, to z niego dowiedziałam sie o rodzicielstwie bliskości, o wspaniałym wydawnictwie jakim jest Mamania i wielu wspaniałych inicjatywach, to tu, prowadząc mojego bloga, mogę pokazać, że można prwowadzić wegetariański dom z maluchem na czele, to tu mogę czasami znaleźć taką odskocznię po intensywnym dniu. Jeszcze jedna, jakże ważna dla mnie rzecz. To tu poznałam grupę wspaniałych mam i ta znajomość przetrwała już ponad 3 lata! I mimo ogromnych różnic światopoglądowych, sytuacji rodzinnych i wielu innych czynników, potrafimy ze soba rozmawaić, czerpać od siebie wiele rzeczy, spotykać się i po prostu być! I ogromnie cieszy mnie to, że jesteśmy tak różne, choć nie powiem, czasami bliskość światopoglądowa jest ważna i jej potrzebuję.

W panelu "Równowaga- zapomniany filar rodzicielstwa bliskości. Więź po powrocie do pracy, organizacja życia rodzinnego w nurcie Attachment Parenting." Wystąpiła min. Agnieszka Stein-psycholog, która jest dla mnie ogromnym autorytetm, a jej teksty inspiracją. Agnieszka Stein mówiła min. o równowadze w rodzinie, która jest moim zdaniem bardzo ważna.
Biorąc pod uwagę dyskusję, która wytoczyła się ostatnio w internecie, niektórzy błędnie uważają, że AP może zaburzyć stosunki w rodzinie. Według mnie NIE!, pod warunkiem, że obydwoje rodziców czują się komfortowo z takimi czynnikami jak np. spanie z dzieckiem (które wcale nie jest warunkiem AP). Czyli  równowaga rodzic -dziecko jest równie ważna jak rodzic-rodzic, mąż-żona. Bardzo fajny temat, dużo do przemyślenia.
Ostatnią, chyba najbardziej wyczekiwaną częścią konferencji było spotkanie z Państwem Sears, którzy uważani są za twórców Attachment Parenting. Sądzę, że nas nie zawiedli. Oprócz świetnie podanej wiedzy, humoru, dali mi (i sądzę, że nie tylko mi) mnóstwo pozytywnego nastawienia, że warto i to wszystko, co robimy naprawdę ma sens! Spójrzcie tylko na rodzinę państwa Sears'ów.
William i Martha Sears wychowali ośmioro dzieci.



" Gdybym był moim dzieckiem, jak chciałbym, aby mój rodzic zareagował?" Niech to będzie naszym mottem, codziennie. 


Państwo Sears pojawili sie również z okazji promocji swojej książki "Księga Dziecka. Od narodzin do drugiego roku życia" , która, dzięki wydawnictwu Mamania, pojawiła się wreszcie w Polsce.

 ...................................................................................................................................................................................

Kolejnym punktem październikowym był Międzynarodowy Tydzień Bliskości (7-13 października), który w Szczecinie organizowany był przez Klub Kangura. Program był bardzo napięty i zawierał mnóstwo propozycji dla każdego. Do akcji włączyło się wielu partnerów, w tym ja- po raz drugi- wraz z masażem Shantala. Relacje z zajęć możecie zobaczyć na portalu Rozwiń Skrzydła, o tutaj: Masaż Shantala Tydzień Bliskości 2013


...................................................................................................................................................................................

Właśnie na dniach przyszły do mnie nowiutkie, pachnące ulotki. Jestem ogromnie wdzięczna kilku osobom za pomoc w realizacji (oni wiedzą :)).

........................................................................................................................................................................................

I na samo zakończenie października... . Wczoraj prowadziłam pogadanko-pokaz z chustonoszenia w stargardzkiej szkole rodzenia. Myślę, że zapoczątkuje to fajną współpracę i bardzo się cieszę, że Stargard pozna CHUSTONOSZENIE!



Tak, to był zdecydowanie miesiąc bliskości! I marzy mi się taki cały rok!

sobota, 12 października 2013

Fast food -slow food

Miał być post o Konferencji Bliskości i o Tygodniu Bliskości, ale jeszcze nie dziś. :)

Tymczasem weekend już od piątku i pełen wrażeń. Korzystając z okazji, że prowadziłam warsztaty w Szczecinie, zawitaliśmy z WegeBobo do "I krowa cała" na wegeburgera.
Ja zdecydowałam się na soczewica burger, a do wyboru było jeszcze kilka rodzajów min. warzywny, tofu, z seitanu. WegeBobo ochoty na burgerowanie nie miał i tylko spróbował soczewicowego kotleta, a ja mogłam zjeść całego. Co tu dużo mówić był pyszny! Spełnił moje oczekiwania w 100%: byłam głodna i najadłam się, był duży, miał dużo warzyw i fajny sos.
Młody za to zdecydował się na koktajl w Greenway'u. A niech ma sobie, więcej dla mnie!
Na pewno odwiedzimy przy kolejnej okazji, aby spróbować pozostałe smaki:)
A dziś nas naszła ochota na frytki, które robimy w piekarniku:


Ziemniaki obieramy, kroimy i mieszamy z taką oto "marynatą": łyżka oleju roślinnego i przyprawy. Może to być gotowa przyprawa do ziemniaków, ja natomiast łączę: przyprawę węgierską (suszona natka pietruszki, cebula i papryka), odrobinę papryki ostrej i szczypta majeranku. Rozkładamy frytki na blaszce i pieczemy około 20 minut (trzeba sprawdzić czy nie dłużej) w 180 stopniach, można przemieszać od czasu do czasu.
Gdy gotowe, posypuję zmielonym siemieniem lnianym i podaję z domowym keczupem warzywnym.
Pycha!

środa, 2 października 2013

Powidła śliwkowe i inne słoikowce.

Jak na jesień przystało, robimy oczywiście przetwory. No dobra, robimy to po raz pierwszy.
A wyszły tak pyszne, że już nie mogę się doczekać kiedy je otowrzymy.

Powidła śliwkowo-daktylowo-czekoladowe

Przepis znalazłam na bardzo fajnym blogu kuchnia Alicji,  która z kolei przepis znalazła na AmMniam. Obydwa blogi serdecznie polecam!

Potrzebujemy:
ok. 2,5 kg śliwek
opakowanie 100g daktyli
ok. 8 łyżeczek karobu (lub 5  łyżeczek kakao)
pół łyżeczki zmielonych goździków
(w oryginalnym przepisie dodano wanilię, ja akurat w domu nie miałam).

Śliwki myjemy, przekrawamy na pół i wyciągamy pestki. Gotujemy w garnku około  45 minut-1 godziny (można podlać odrobiną wody, a później odlać troszkę i skorzystać z pysznego soku ze śliwek). Po tym czasie dodajemy namoczone wcześniej daktyle i przyprawy. Gotujemy dalej 15 minut. Ściągamy z ognia i miksujemy blenderem. Gotujemy znowu 15 minut i dodajemy karob lub kakao. Trzymamy na ogniu jeszcze chwilkę. Gotowe przelewamy do wyparzonych słoików, szczelnie zamykamy i pasteryzujemy ok. 15 minut.

Jemy z naleśnikami, kanapkami, łyżkami!!!


Dziś wskoczyły też brzoskwinie z cynamonem.


Czy u Was też już rozpoczął się sezon chorobowy? U nas niestety tak.
Wspomagamy się jak możemy. Bardzo pomocny jest syrop z cebuli, którego WegeBobo nie był niestety fanem... do czasu, gdy zrobiłam syrop z cebuli na melasie. Akurat w sieci lidl pojawiła się melasa (syrop pozyskiwany z buraków cukrowych). Cebulę kroimy, połowe przekładamy do słoika, na to łyżeczka melasy, na to resztę cebuli i znowu łyżeczka melasy. Można dodać sprasowany czosnek, ale u nas ostatnio "palił" i młody syrop wypluwał. Słoiczek odstawiamy w ciepłe miejsce, na kaloryferze na przykład, lub gdy takiego miejsca brak wstawiamy do garnuszka z ciepłą wodą na kilka godzin, aż cebula puści sok.

sobota, 28 września 2013

Dlatego nie jemy zwierząt...

"Dlatego nie jemy zwierząt" jest ksiażką piękną! I nie chodzi tu tylko o ciekawe i niesamowite ilustracje. Czytając tę książkę, czułam jakbym czytała poezję. Czytałam pełna wzruszenia i szczęśliwa, że  mogę czytać ją mojemu dziecku.



"Kwiat przeciśnie się przez szczelinę w chodniku, by poczuć słońce. Pingwin przemaszeruje tysiace kilometrów, by znaleźć jedzenie dla swoich młodych. Grzmiący ryk lwa chroni jego rodzinę przed niebezpieczeństwami z bliska i z daleka. Niezależnie od tego, czy mają skrzela, skrzydła, wąsy czy korzenie-wszystkie żywe istoty łączy chęc życia i rozwoju. 
Wszyscy jesteśmy Ziemianami."


Książka uczy empatii. Pokazuje, że zwierzęta niczym nie różnią się od nas: mają uczucia, przeżywają emocje, tęsknią za bliskością i rodziną, bawią się i mają swoich przyjaciół.
Opowiada nie tylko o zwierzętach hodowlanych, ale i o mieszkańcach oceanów i dzikiej natury. Również o tym, że warto jeść naturalne pokarmy.


"Siła natury potrafi przenosi góry i tworzyć tęcze, ale również nasza ludzka siła jest bezgraniczna. Każdego dnia mamy wolność wyboru, by zmienić nasze życie. Tak naprawdę, traktując zwierzęta z szacunkiem, praktykujemy pokój na świecie. 
Właśnie dlatego nie jemy zwierząt."




 Fragmenty pochodzą z tej właśnie książki: Ruby Roth "Dlatego nie jemy zwierząt".

niedziela, 8 września 2013

Owoce latem i jesienią

Nie mogę się zdecydować jaką porę roku mamy obecnie. Niby jesień jeszcze nie przyszła i pogada taka fajna letnia, ale rok szkolny się zaczął, zaraz będziemy chować sandały do szafy i owoce wczesnojesienne w kuchni gotowe do jedzenia i przyrządzania. 

Ale o lecie pamiętamy jeszcze i dlatego póki ciepło na dworze lodami zajadać się możemy:


Z arbuza odkrajamy gruby plaster, wycinamy foremkami do ciastek kształty i wbijamy na patyczki do lodów. Wkładamy do zamrażarnika i mamy świetne lizaki lodowe!



A bardziej jesiennie: maliny, śliwki i brzoskwinie pod kruszonką!

Trochę brzoskwiń, śliwek i malin. Śliwki i brzoskwinie przekrajamy na pół i wyciągamy pestki. W natłuszczonej foremce umieszczamy owoce i mieszamy z łyżką mąki. Na wierzchu układamy kruszonkę. O taką fajną na przykład: kruszonka , ale najpierw przygotujcie: 1 szklankę płatków owsianych do zmielenia, ok. 0,5 szklanki nasion słonecznika, garść wiórek kokosowych i trochę oleju roślinnego.

To jak, mamy lato czy jesień?

wtorek, 27 sierpnia 2013

Sharing economy-wymieńmy się

Ostatnio zagłębiłam się w temacie SHARING ECONOMY- czyli usługach/handlu polegających najczęściej na tranzakcjach bezgotówkowych i wymianie.


http://futuretechreport.com/

Obecnie popularne stały się serwisy dla podóżników blablacar.pl czy też carpooling, dzięki którym możemy użyczyć miejsca w samochodzie lub znaleźć osobę jadącą w tym samym kierunku. Dzięki temu koszty paliwa można podzielić na kilka osób. Mamy też couchsurfing.com, na którym osoby z całego świata proponują miejsce noclegowe w swoim domu lub poszukują "kanapy" w mieście, w którym się zatrzymują. Coraz więcej widzę również grup na facebook'u, które mają na celu wymianę ubrań i akcesoriów dziecięcych. Istnieje strona: http://swapmnie.pl/ , która głosi ideę:  
"Nie kupujmy, gdy możemy wymienić. Nie wyrzucajmy, gdy możemy oddać.”

Fajnym pomysłem są SWAP PARTY, na których spotykamy się, aby wymienić się ubraniami, zabawkami czy też książkami. Te z tematyką dziecięcą to również świetna okazja aby poznać nowych rodziców z maluchami. Oto nasze stargardzkie SWAP PARTY, organizowane po raz drugi i na pewno nie ostatni (fajne zdjęcia z wymianki TU).

Całkiem niedawno trafiłam na stronę: http://wymiennik.org . To strona, na której można zaoferować swoją usługę, a w zamian znaleźć jakąś inną.
Wystarczy się zajerestrować, podać informację o tym, jakich produktów i usług oczekujesz i co możesz zaproponować w zamian.
I tak mamy tutaj na przykład: wymianę ubrań, oferty z nauką języka obcego, produkty kulinarne, masaże, i kilkadziesiąt innych propozycji. Niestety większość ofert warszawskich.

WTEDY WŁAŚNIE PRZYSZEDŁ MI DO GŁOWY POMYSŁ!

Moje miasto jest dosyć trudne do "poruszenia". Jako instruktor masażu niemowlęcego Shantala i doradca chustonoszenia NIESTETY nie mam rąk pełnych roboty. To, czym się zajmuję jest tematem dosyć niszowym- choć ciągle rozrastającym się, zdobywającym coraz więcej zwoleników i pojawiającym się w nowych miejscach. U nas niestety jeszcze nie...ale zmienię to! Czasami przyczyną może być brak świadomości, co może dać nam i dziecku masowanie czy też noszenie w chuście. Ale gdy już tą świadmość zdobędziecie lub chcecie zdobyć, a blokują Was kwestie finansowe to.....

                           WYMIEŃ SIĘ ZE MNĄ!!!


Moim celem jest, aby jak najwięcej dzieci oraz rodziców z mojej okolicy mogło poznać korzyści jakie płyną z masowania oraz noszenia malucha w chuście! Co Wy na to?

Masz maleństwo, chciałabyś/chciałbyś nauczyć się masażu niemowlęcego, odpowiedniej pielęgnacji lub noszenia w chuście? Więc może jesteś w stanie również zaoferować coś ciekawego w zamian? Uważam, że tak moja jak i Twoja działaność stanowi jakąś wartość, dlatego możemy sobie na wzajem pomóc!

Co mnie interesuje? Tego jeszcze nie wiem, chętnie rozważę Twoją propozycję, choć mogę być wybredna:) Może możesz zaproponować mi coś co wykonujesz, tworzysz? Może prowadzisz usługi kosmetyczne, masaż dorosłego, szyjesz, fotografujesz, piszesz do gazety, tworzysz reklamę?

Napisz do mnie: shantala.stargard@gmail.com

niedziela, 25 sierpnia 2013

Dynia powróciła- plackiem

Dotarła do nas dynia, pierwsza w tym roku. Czy to znak, że już początek końca lata? Chyba tak... . Nawet lubię ten okres. Jest to dla mnie okres powrotu do pracy po wakacyjnym odpoczynku, ale jest to również okres dobrobytu owocowo-warzywnego: skończyły się wprawdzie truskawki i poziomki, ale pojawia się dynia, dojrzały słoneczniki, brzoskwinie, śliwki, wkrótce jabłka. Już nie ma takiego szału słońca, chwytania każdej okazji, upajania się upałami. Powoli przechodzimy w tryb "stablizacji"... .
W tym roku okres ten to kolejne wyzwanie, WegeBobo idzie do przedszkola! Nie na pełen etat, ale idzie. Ale o tym kiedy indziej!

No i pojawia się dynia. Oj lubimy się z dynią, lubimy! Nie lubimy się tylko obierać, ale da się to przeżyć.


Zawsze jest tyle pomysłów na dynię, że ciężko jest mi się zdecydować. Na początek więc:

Placki dyniowe

ok. 700 g obranej dyni
mąka (i teraz tak, miała to być wersja bezglutenowa, ale...dodałam 0,5 szklanki mąki kukurdzianej, która się skończyła, więc dodałam jeszcze pół szklanki pszennej i nagle przypomniało mi się, że mogę zmielić w młynku płatki owsiane i zmieliłam trochę ponad pół szklanki płatków. Suma sumarum potrzebujemy trochę ponad 1,5 szklanki mąki. Radzę połączyć mąkę kukurydzianą z owsianą właśnie- owsiana fajnie łączy wszystko. Ufff- to wyjaśniłam :))
2 łyżki zmielonego siemienia lnianego
0.5 szklanki mleka roślinnego lub wody
kilka łyżek oleju


Dynię ucieramy na tarce o grubych oczkach i odstawiamy na chwilę. Następnie dodajemy mąkę i siemię i dokładnie łączymy, dodajemy mleko/wodę i olej. Wszystko dokładnie mieszamy. Ja nie widzę potrzeby dosładzania, bo można później placki zjeść z jakimś słodkim dżemem. Smażymy na patelni z odrobiną oleju. Takie mokre placki dobrze jest smażyć na "3" tzn.: najpierw z jednej stronu króciutko aż się zetną, później na drugiej stronie, i na koniec jeszcze chwilę na pierwszej stronie.


Później zrobiłam budyń dyniowy

500 ml mleka/ mleka roślinnego
500 g obranej dyni
łyżka cukru brązowego
1,5 łyżki mąki ziemniaczanej


Obraną dynię kroję na małe kawałki i gotuję do miękkości w niedużej ilości wody. Następnie odlewam wodę i gniotę dynię na puree ( taką zgniataczką do ziemniaków na przykład- tak żeby powstała jednolita masa). Z 0,5 litra mleka (np. sojowego) odlewam pół szklanki, w której rozpuszczam mąkę ziemniaczaną.
Resztę mleka przelewam do garnuszka, dodaję łyżkę cukru i po chwili gotowania dodaję puree z dyni. Całość cały czas mieszamy, aby mleko dokładnie połączyło się z dynią, doprowadzamy do wrzenia. Następnie dodajemy naszą mieszankę z mąki i mleka i wszystko gotujemy na malutkim ogniu przez chwilę, cały czas mieszając. I gotowe!

Ostatnio trafiłam na napój sojowo-pomarańczowy (kupiony w Kauflandzie, możecie sprawdzić jak wygląda TUTAJ) i na jego bazie robiłam budynio-kisiel dyniowy. Fajne połączenie nam wyszło- na pewno posmakuje fanom soku pomarańczowego!




Smacznego!


środa, 21 sierpnia 2013

Nachosy i bób.

Coś na przechrupanie i nie tylko, nachosy we własnej osobie:

Potrzebujemy:
1 szklanki mąki pszennej
1 szklanki mąki kukurydzianej
ok. 130 ml wody
ok. 4 łyżek oliwy
przyprawy: płaska łyżeczka curry, szczypta papryki ostrej;
ja dodałam jeszcze troszkę suszonej pokrzywy

1. Zagniatamy ciasto i odstawiamy na chwilę.
2. Dzielimy ciasto na cztery części i każdą część rozwałkowujemy na cienki placek.
3. Każdy placek opiekamy z obydwu stron na patelni bez tłuszczu. Po około 30 sekund na każdą stronę.
4. Każdy placek dzielimy na trzy części takie ala trójkątne, każdą taką część znowu na mniejsze trójkąty.
5. Rozkładamy trójkąciki na blaszcze wyłożoną papierem lub matą do pieczenia.

6. Pieczemy lub grillujemy w rozgrzanym piekarniku aż się "wysuszą" i staną się twarde. U mnie było to 150 stopni ok. 20-25 minut. Można w trakcie mieszać i przekładać na drugą stronę. Część wyciągnęłam wcześniej, bo widziałam, że były już gotowe.


Do tego super pożywna pasta z bobu.

Ok. 400 g bobu gotujemy i obieramy (tutaj mile widziana praca kilku rąk). Do miski wkładamy obrany bób, dodajemy odrobinę wody z gotowania, kilka łyżek oliwy z oliwek i miksujemy blenderem. Następnie przyprawiamy solą, sprasowanym czosnkiem, można też pieprzem wedle uznania. Gdy pasta jest zbyt gęsta można dodać jeszcze oliwy i troszkę wody. 



My nabieraliśmy pastę nachosami i tak zajadaliśmy, ale świetnie nadaje się również na kanapki!

Smacznego!

środa, 14 sierpnia 2013

Obiady dwa.

Wybaczcie ciszę kulinarną... wakacje mamy do września, więc korzystamy z pogody i  "przedprzedszkolnej" swobody podwórkowej. No i jeszcze aparat coś szwankuje, więc zdjęcia telefonem robione, bo juz dłuższej przerwy nie chcę!


Dlatego dziś hurtowo dwa obiady na bazie kotletów ciecierzycowo-jaglano-kalafiorowych.

Najpierw kotlety:

ugotowana na miękko kasza jaglana
ciecierzyca namoczona, ugotowana, zblendowana na masę
kalafior ugotowany i starty na tarce o grubych oczkach
Wszystko łączymy razem wraz z dwoma ząbkami czosnku (sprasowane), szczyptą soli, pieprzu oraz szczyptą papryki ostrej. Formujemy kotleciki, obtaczamy w mące zmieszanej z sezamem i smażymy z obu stron.

U nas ostatnio hitem są kotleciki z sosem do maczania.
Oto jedna propozycja z sosem pomidorowym.

Dwie marchewki ścieramy na tarce o grubych oczkach lub siekamy końcówką siekająca od blendera. Na patelnię wlewam troszkę oleju i wrzucam marchewkę. Pozwalam się jej podsmażyć, dodaję łyżeczkę sosu sojowego. Następnie kroję w kostkę 3 dorodne pomidory i dodaję do marchewki. Podlewam odrobiną wody i pozwalam im się poddusić. Gdy pomidory są miękkie, przelewam do miski i całość miksuję blenderem. Teraz opcjonalne: wrzucamy z powrotem na patelnię, dodajemy pół opakowania serka topionego i jeszcze chwilę pozostawiamy na ogniu, aż serek się rozpuści, mieszając od czasu do czasu. Na koniec jeszcze pieprz i gotowe.
WegeBobo uwielbia mieć sos osobno w małej miseczce, a to porcja rodzicowa:




Obiad numer dwa z fasolką szparagową i kluseczkami.

Do fasolki zamiast bułki tartej z masełkiem mamy masłeko roztopione na patelni ze zmielonym siemieniem i słonecznikiem i odrobiną soli.

Kluseczki z mąki gryczanej i orkiszowej
pół szklanki mąki gryczanej
pół szklanki mąki orkiszowej
pół łyżeczki kurkumy
szczypta soli
szczpta papryki ostrej

Wszystko mieszamy razym, dodajemy pół szklanki gorącej wody i zagniatmy razem. Kawałki ciasta oddzielamy łyżką i wrzucamy na wrzątek. Chwilę gotujemy i wyciągamy. Kluseczki podajemy z masełkiem.




Do następnego!

PS. Czy też szykujecie się do przedszkola? Jak się z tym czujecie? Jakie obawy?
WegeBobo będzie miał obiady robione przeze mnie, więc mam zamiar stworzyć zeszyt z obiadkami do przedszkola. Na pewno się podzielę! :)

wtorek, 6 sierpnia 2013

Światowy Tydzień Karmienia Piersią

1-7 sierpnia to Światowy Tydzień Karmienia Piersią- nieświadoma zbliżającego się tygodnia sięgnęłam po książkę, wokół której krążyłam od jakiegoś czasu: "Polityka karmienia piersią" Gabrielle Palmer. 
Choć okres karmienia piersią już jest dla nas przeszłością i wspominam go wspaniale, to po książkę sięgnęłam ze względów edukacyjnych. To nie jest jedynie książka dla osób zainteresowanych tematyką karmienia piersią czy też żywienia małych dzieci, to również książka o wpływie działań koncernów na nasze życie, na nasze zdrowie, o globalizacji, o tym jak odbierany nam jest dostęp do podstawowych informacji i jak niestety łatwo manipuluje się nami w tym jakże ważnym dla rodzica i dziecka czasie, jakim jest okres okołoporodowy i późniejszy. Omawia wiele innych tematów, jak seksualność, nagość i kobiece piersi i ich miejsce w kulturze i społeczeństwie ( i na pewno nie chcę tych trzech uznawać za synonimy).
Muszę "przetrawić" tę książkę, bo naprawdę mnóstwo informacji dostracza a tymczasem... 


 
1


 
2
 
3
4
Źródła:
1. http://www.strawberrymohawk.com/2012/06/we-can-do-it.html
2.  Marion Fuchs - mother as landscape (2003)http://pinterest.com/pin/96897829453775062/
3. http://pinterest.com/pin/96897829452358278/
4. http://www.flickr.com/photos/59339563@N00/3200450578/in/photostream

czwartek, 25 lipca 2013

Cukinia w tym roku...

króluje jak zwykle.

Dziś zrobiłam słoneczną zupę krem z żółtej cukini.

2 marchewki posiekałam drobno (można też zetrzeć na tarce o grubych oczkach) i wrzuciłam na oliwę rozgrzaną w garnuszku, podlałam odrobiną wody, dodałam sosu sojowego i soli. Chwilę poddusiłam i wlałam wodę, dodałam liść laurowy, a następnie dosyć dużą cukinię pokrojoną w kawałki. Wszystko razem gotujemy do momentu aż cukinia zmięknie, dodajemy szczpytę pieprzu i papryki ostrej. Wyciągam liść laurowy i miksuję na krem.

Po zmiksowaniu dodałam do zupy ryż z marchewką i groszkiem z wczorajszego obiadku.


Czy jadacie kwiaty?
Jednym z kwiatów jadalnych jest kwiat cukinii. Mi kojarzy się ze smakiem dzieciństwa, który przyrządzała babcia.
Kwiaty wygladają tak:
Kwiatom obcinamy końce (łodyżki) i usuwamy ze środka pręciki.
Kwiatki można obtoczyć w jajku i bułce tartej lub zamoczyć w cieście naleśnikowym i obsmażyć z dwóch stron na patelni.
Możne je też nafaszerować np. serem i ziołami, obtoczyć w cieście naleśnikowym i smażyć krótko na patelni- to wypróbuję wkrótce. Podajemy jako dodatek do obiadu, na kanapkę do kolacji i gdziekolwiek chcemy. :)





wtorek, 16 lipca 2013

Mus czekoladowy!

Aaaaa awokado. Czeczecze czekolada. :)

Zastanawiam się czy nie nazwać tego moim osobistym odkryciem roku!
Przepis gdzieś już krąży, a ja dopiero teraz takiego połączenia próbuję!
Pyszny deser, pyszny dodatek np. do naleśników, na kanapkę i co jeszcze... ?

Mus czekoladowy z awokado i bananem

2 dojrzałe awokado
2 nieduże banany
2,5 łyżeczki kakao lub troszkę więcej karobu

opcjonalnie, ale wcale nie konieczne: odrobinka czegoś na dosłodzenie, ale to według gustów: melasa, miód, miód sztuczny (coś takiej konsystencji, która się łatwo rozpuści i zmiesza z naszym musem).

Awokado obieramy ze skórki, pozbawiamy pestki. Obrane awokado i obrane banany miksujemy blenderem. Dodajemy najpierw 2 łyżeczki kakao- jeżeli poziom czekoladowości jest dla nas ok, więcej dodawać nie trzeba. Ja dodałam jeszcze 0,5 łyżeczki. Jeszcze raz miksujemy. To samo ze słodkością. Można dosłodzić, ale jeżeli banany wystarczyły to jeszcze lepiej.

Dziś u nas w opcji deser z truskawkami:
oraz na naleśniku:

Pyyycha!

PS. Mąż, "niefan", awokado dał się nabrać na pyszny ( a jakże pożywny) mus!

poniedziałek, 8 lipca 2013

Ekojarmark w Toruniu

Właśnie wróciliśmy z urlopu na Kujawach. Urlop bardzo aktywny, a ja cieszę się, że miałam okazję odwiedzić ekojarmark w Toruniu. Jarmark odbywał się na terenie Muzeum Etnograficznego. Choć liczyłam na troszkę większą liczbę stoisk (zabrakło mi różnych olejów oraz warzyw i owoców), to zadowolona jestem z moich zakupów i bardzo bym chciała móc odwiedzać taką akcję w mojej okolicy! Oj bardzo!
Oto foto relacja:

Nasz zakup: olej do masażu-oliwa z oliwek, nagietek i mięta.

Pesto, które ledwo dowieźliśmy do domu i już go nie ma:)
Coś dla dużych:) My zabraliśmy ze sobą orkiszowe
A na koniec: ekotorby. Którą byście zabrali na zakupy?



Wystąpił błąd w tym gadżecie.